W szkole miłosierdzia św. Karola Boromeusza - Nowenna do Św. Karola Boromeusza

„Wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie” (Jk 2,17). Życie św. Karola Boromeusza pokazuje nam, gdzie tkwi siła człowieka do czynienia dobra, wskazuje na źródło, z którego możemy czerpać moc do tego, by podjąć każdy wysiłek dla dobra człowieka, a także by nie upaść, by nie dać się zwyciężyć przez własne lęki i słabości. Tym źródłem jesteś Ty, Boże Miłosierdzia, Boże niepojęty. Ty, który powołujesz ludzi, wyciągając rękę do grzeszników. Ty, który leczysz i uzdrawiasz najbardziej zatwardziałe serca. Dziękując za przykład ufności, który dał nam św. Karol, prosimy: poucz nas o pięknie i bogactwie miłosierdzia świadczonego czynem. Objaw światu, poprzez nasze życie, Twoją miłosierną miłość. Miłosierny Boże, przyjmij tę nowennę, poprzez którą pragniemy duchowo przygotować się do uroczystości św. Karola, naszego Patrona, i spraw, aby przez nią otworzyło się dla nas źródło wszelkiego Twego błogosławieństwa.

smarietta

2016-10-26

skanowanie0026.jpgDzień I. Święty Karol karmi głodnych i poi spragnionych.

Pięcioksiąg opisuje troskę Boga o pokarm i wodę dla Izraelitów wędrujących przez pustynię. Głód i pragnienie, jakich doświadczali w tej wędrówce, uczynił ich wrażliwymi na potrzeby biednych. Kościół wśród uczynków miłosierdzia na pierwszym miejscu wymienia „głodnych nakarmić”. Czyni to za przykładem Jezusa, który sam żył ubogo i wielokrotnie dał wyraz swej troski o cierpiących głód i pragnienie. Przez całe dwadzieścia wieków Kościół usiłuje iść za wzorem Chrystusa w dawaniu pokarmu głodnym, w podawaniu kubka świeżej wody spragnionym. W dużej mierze opiekę nad ubogimi powierzył zakonom.

Święty Karol, jest dla nas wzorem codziennego pomagania ubogim. Już w dzieciństwie, na zamku w Aronie, był świadkiem dożywiania żebraków. Ojciec Karola – Hrabia Gilberto, był przekonany, iż dzieląc się posiadanymi dobrami z ubogimi, których Opatrzność przysyła, zapewnia dzieciom pomoc Bożą w każdej potrzebie. W życiu świętego Karola ta nauka wyniesiona z domu rodzinnego, była żywa i praktykowana na co dzień. Organizował rozdawnictwo żywności. W 1570 roku, po klęsce nieurodzaju, udostępnił głodnym swój pałac arcybiskupi, gdzie serdecznie ich przyjmowano, i pilnował, by gotowany dla nich posiłek – głównie ryż i jarzyny – był smaczny, pożywny i należycie podany. Kazał rozdać zgromadzone zapasy zboża. Sześć lat później Mediolan nawiedziła straszna zaraza dżumy. Dotknięci dżumą chorzy często byli wywożeni na obrzeże miasta, gdzie brakowało podstawowych środków do życia, pożywienia i lekarstw. Karol każdego dnia posyłał im konieczne jedzenie. Pomagał – zbierając jałmużnę, zwracając się do bogatych kościołów w kraju i za granicą. W samym Mediolanie, na prośbę arcybiskupa rada miasta zarządziła przyjście z pomocą wszystkim i każdego dnia rozdzielano pożywienie przed drzwiami, gdzie byli chorzy. Szczególnym cierpieniem napawała Karola troska o duchowy głód swoich diecezjan. Starał się o kapłanów, którzy pomagali mu nieść posługę sakramentalną do wszystkich potrzebujących.

Boże Miłosierny, spraw, abyśmy były narzędziami Twojej miłości. Ucz nas rozpoznawać  Jezusa, który przychodzi do nas w ubogim przebraniu – w człowieku głodnym i spragnionym.

Codziennie: Litania do Św. Karola Boromeusza.

Świadek miłosierdziaDzień II. Św. Karol nagich przyodziewa i przybyszów w dom przyjmuje.

 Gościnność pięknie opisuje wydarzenie pod dębami Mamre, kiedy ukazują się Abrahamowi trzej tajemniczy podróżni. On zwraca się do jednego z nich: „O Panie, jeśli darzysz mnie życzliwością, racz nie omijać Twego sługi! Przyniosę trochę wody, wy zaś raczcie obmyć sobie nogi, a potem odpocznijcie pod drzewami. Ja zaś pójdę wziąć nieco chleba, abyście się pokrzepili, zanim pójdziecie dalej”. Sam Bóg korzystał z gościnności Abrahama! Także Jezus przez całe trzy lata swej publicznej działalności nie miał swojego domu i korzystał wyłącznie z uprzejmości swych uczniów, przyjaciół i słuchaczy. Często zmęczony nauczaniem udawał się do nich na odpoczynek i posiłek. To Jezus pozostawił nam uczynek miłosierdzia „podróżnych w dom przyjąć”. Św. Karol rozumiał go w szerokim sensie.

Podczas dżumy wzrosła w Mediolanie liczba ludzi biednych. Wielu pozostało bez pracy, bez chleba i dachu nad głową. Przychodzili do swojego biskupa prosząc o pomoc i wsparcie. Karol modlił się i pytał Boga co ma czynić. Na modlitwie rozeznał, że ma oddać bezdomnym wielki budynek za miastem, otrzymany niedawno w darze. Utworzono tam pewnego rodzaju zakład, stwarzając regulamin i przydzielając prace. Św. Karol osobiście nawiedzał to miejsce sprawdzając warunki i rozdając potrzebne rzeczy. W samym Mediolanie podczas zimy wielu bezdomnych, prawie półnagich, cierpiało z zimna. Karol polecił, aby z pałacu biskupiego pocięto na ubrania wszystkie drogie i cenne materiały: tapicerkę, zasłony, kurtyny, obrusy i nakrycia. Ogołocono cały dom. Arcybiskup osobiście zaglądał do szaf i nie oszczędzał także żadnych swoich rzeczy: ubrań i obuwia.  

Boże pełen dobroci, Twój Syn Jezus, z powodu braku gościnności, ziemskie życie rozpoczął w stajni. Uczyń nas zatroskanymi o dobro każdego człowieka, hojnymi w dzieleniu się wszystkim co posiadamy.

%C5%9Bw.%20Karol%20-%20mi%C5%82osierdzie.jpgDzień III Św. Karol więźniów pociesza i chorych nawiedza.

Papież Franciszek naucza, że „miłosierdzie jest przede wszystkim bliskością Boga w stosunku do swego ludu. Bliskością wyrażającą się i przejawiającą głównie jako pomoc i ochrona”. Papież naucza, że miłosierny Bóg każdego chorego zna po imieniu, „bierze każdego z nas i podnosi do swego policzka”, okazując miłość i czułość. A co z tymi, którzy zatracili się w fałszywie pojmowanej wolności i dopuścili się niesprawiedliwości, skrzywdzili innych i w konsekwencji zostali odizolowani od ludzi?  Bądź obezwładnieni nieuleczalną chorobą, fizyczną i psychiczną niesprawnością lub demencją starczą, zostają zamknięci w perspektywie czterech szpitalnych ścian czy zakładu opiekuńczego… Miłosierdzie czyni nas czujnymi i czuwającymi, a „miłość Chrystusa nas <<niepokoi>>, dopóki nie osiągniemy celu; pobudza nas do obejmowania i przygarniania, do odnajdywania osób, które potrzebują miłosierdzia, aby wszyscy mogli być pojednani z Ojcem”.

W Mediolanie, podczas zarazy, wielu świeckich, poruszonych przykładem i prośbami Karola, włączyło się we wszystkie dzieła miłosierdzia, służąc chorym z miłością w ich różnych potrzebach. Wzmocnieni znakiem krzyża i modlitwą swego Pasterza, z honorem przywdziewali ciemny ubiór z konopi i udawali się do wyznaczonych im dzieł, nie obawiając się zarażenia i śmierci. Karol był obdarzony powszechnie zaufaniem. Jak ojcu wyjawiano mu swoje potrzeby i konieczności. Wszyscy polecali jego modlitwom siebie i swoje rodziny. Wielu ze wstydu nie ujawniało swej biedy urzędnikom i innym, jednak Karolowi opowiadali szczerze swoje sytuacje, a on starał się zaradzić ich potrzebom. Odwiedzał baraki poza miastem i tam, zatrzymując się przed każdym człowiekiem, pytał dokładnie    o warunki duchowe, potem o zdrowie fizyczne, a następnie o pracę asystentów.  Nie zapomniał o więźniach. Odwiedzał ich i polecił troskę o nich stowarzyszeniu pokutników zwanych „Disciplinati”. Położył kres nieporozumieniom wśród kanoników kapituły katedralnej w Vercelli, a kilka rodzin tego miasta, prowadzących bardzo ostry spór, pogodził ze sobą. W Roveredo, kierując się wielką łagodnością, przewodniczył rozprawom sądowym. Wpłynął na młodego księcia Turynu, aby usunął ze swego księstwa niedociągnięcia, między innymi lichwę, która tam bezkarnie panowała. Karol, przemierzając niestrudzenie drogi, nie dbając zbytnio o pożywienie dla siebie i sen, nieustanie troszczył się o dobro i zbawienie swego ludu.

Duchu Święty, Miłości i Miłosierdzia, powołałeś nas do miłości. Narodziłyśmy się w Kościele Chrystusa, jako narzędzia do ukazywania oblicza miłości Ojca – rozbrzmiewaj w naszych sercach i przemieniaj je; wskazuj nam drogę i kieruj naszymi krokami. Objaw się w życiu więźniów sprawiedliwie odbywających karę, aby doświadczyli szczerego żalu, nawrócenia i zadośćuczynili tym, których skrzywdzili.

01_Ritratto-di-san-Carlo-Borromeo1.jpegDzień IV. Troska św. Karol o umarłych grzebanie.

            Szacunek dla ludzkiego ciała po śmierci jest spuścizną, którą chrześcijanie odziedziczyli  po starożytnej kulturze zarówno Żydów, jak i pogan. Wyrażał się on w ceremoniach pogrzebowych, modlitwach za zmarłych i w budowaniu grobowców. Nowy Testament wielokrotnie opisuje pochówek zmarłych. Po ścięciu Jana Chrzciciela uczniowie zabierają jego ciało i urządzają mu pogrzeb. Również Marta i Maria urządzają pogrzeb swemu bratu Łazarzowi. Jezus, po śmierci zostaje złożony w nowym grobie Józefa z Arymatei, a na ceremonię pogrzebu, w Betani, został namaszczony przez Marię drogocennym olejkiem. Niewiasty zaś kupują wonne olejki, by po szabacie namaścić Jego ciało. Piotr, po wysłuchaniu niewiast, że Pan zmartwychwstał, pobiegł do grobu. Tam przy grobie Jezusa, otrzymał nowe życie, światło nadziei i pewność przebaczenia od Chrystusa, który zwyciężył grzech, pokonał śmierć i zawsze żyje.

Gdy Karol otrzymał wiadomość, że biskup z Bresci umiera, pośpieszył do niego. W nocy przebył 80 kilometrów i równie szybko powrócił. Wkrótce potem umierał znowu jeden z biskupów diecezji należącej do metropolii mediolańskiej, biskup z Novary, kolega z jego lat studenckich. I znowu podróżował w nocy, aby być przy umierającym. Kiedy w Mediolanie panowała dżuma i liczba zgonów rosła z dnia na dzień, Arcybiskup czynił co mógł, by przyjść z pomocą umierającym. Spowiadał, udzielał komunii, sakramentu namaszczenia chorych czy bierzmowania. Gdy nie mógł wejść do jakiegoś domu, udzielał sakramentów przez okno i błogosławił. Stosując środki dezynfekcyjne i licząc na łaskę Bożą, udzielał sakramentu namaszczenia, nie bojąc się dotykać ciała zarażonych. Nie zapominał o zmarłych. Dla ich uczczenia, od 12 do 14 listopada modlono się w kościołach każdej parafii o ich wieczne szczęście. Pamiętał też o własnej śmierci. Podczas dni skupienia, przeżywanych w ciszy Sacro Monte di Varallo, dokonywał dokładnej rewizji swojego życia. Nie oceniał tego, co świat mógł zobaczyć: pracy, sukcesów, sławy. Widział wszystko z innej strony – modlitwy, postów, ofiary, biczowania, pielgrzymek, nabożeństw, owych stoczonych wewnętrznych walk z ludzką słabością. Uczucie zadowolenia z siebie było mu obce, lecz słabość i niemoc natury ludzkiej, omylność i zmęczenie, które spostrzegał u siebie, wyciskały mu łzy. Myślał o sobie, o tym, co jako własny skarb zabierze z tego życia przed tron Boga. Człowiek nie posiada na własność niczego poza swoją duszą.

Panie, po swojej męce i śmierci zostałeś złożony w grobie, jednak po trzech dniach nastąpiło Twoje radosne zmartwychwstanie. Jest ono symbolem i zapowiedzią naszego zmartwychwstania. Pomóż nam wypełniać posługę towarzyszenia umierającym. Obdarz nas także troskliwą miłością do dusz czyśćcowych. Daj nam wiarę i nadzieję, że kiedyś wszyscy odnajdziemy się w Tobie.

Karol12.jpgDzień V. Św. Karol wątpiącym dobrze radzi i nieumiejętnych poucza.

Każdy myślący człowiek, któremu nie jest obojętny Bóg, ani wiara, może przeżywać wątpliwości. Jezus na każdym kroku spotykał ludzi wątpiących w Jego mesjańskie posłannictwo. Do nich należeli przede wszystkim faryzeusze i uczeni w Piśmie, a nawet – choć w mniejszym stopniu – również Jego uczniowie. Wszyscy zwątpili w Niego, gdy umarł na krzyżu. Z trudem przychodziło Jezusowi przywracanie im wiary. Po Zmartwychwstaniu dotykali Jego ran, wkładali rękę do przebitego boku, jedli z Nim upieczoną na ogniu rybę i słuchali tłumaczeń świętych Ksiąg w drodze do Emaus. I dziś czytamy Pisma, słuchamy ich wyjaśnień, rozmawiamy o Nim, ale czy pała w nas serce, gdy to czynimy??? Nie będzie pałało, ponieważ samo Pismo Święte bez uznania Jezusa za Syna Bożego – umarłego, zmartwychwstałego i obecnego w Eucharystii – nie wystarcza. Czasem, ani przepowiadanie, ani nauka, nic nie da. Rozpoznanie Jezusa następuje przy łamaniu chleba, ale wtedy rozpoznany Jezus znikł sprzed oczu uczniów, a oni pozostali rozradowani.

            Karol rozumiał, że w sytuacji, gdy chrześcijaństwo jest zaniedbane i niejako stoi na rozdrożu, ważne jest przebudzenie religijne ludu Bożego, a to jest możliwe tylko przez ożywienie modlitwy i przez pogłębienie wiary. Z tego powodu wobec ignorancji religijnej zaproponował nauczanie regularne i całościowe całego ludu, rozwijając dzieło Szkół doktryny chrześcijańskiej. Przeciw rozluźnieniu moralnemu głosił w kazaniach wymagania prawa ewangelicznego, wpajał praktykę częstej spowiedzi
i Komunii św. oraz rozwijał wiele nabożeństw. Do modlitw dołączył post i jałmużny.

            Panie, jakże często jesteśmy w drodze z Jerozolimy do Emaus. Mówimy o Tobie – ale trwamy w smutku, dziwiąc się, co się stało z naszym duchem i spodziewając się wyzwolenia… Królestwo Twoje nie jest z tego świata, nie jest takie, jakiego się spodziewamy…

Komunia.jpgDzień VI. Św. Karol grzeszących upomina.

Upominanie jest obowiązkiem płynącym bardziej z miłości niż ze sprawiedliwości. Bowiem tylko upominanie z miłości i z miłością może przynieść dobre skutki. Upominanie jest podobne do usuwania źdźbła z oka bliźniego. Jeśli ktoś nie czyni tego delikatnie, z miłością, może sprawić ból, a nawet uszkodzić oko. Upominać umie zwykle ten, kto sam potrafi przyjąć upomnienie. Człowiek autentyczny – to jest pokorny, żyjący prawdą – przyjmie spokojnie zwracaną mu uwagę i sam też potrafi spokojnie zwrócić ją innym.

Święty Karol potrafił upominać grzeszących i błądzących. Niektóre przestępstwa, jak cudzołóstwo, znieważanie niedziel, bluźnierstwa rzucane przeciwko Bogu i lichwa, nie były w Mediolanie osądzane, do przyjazdu Kardynała, przez żadne sądy świeckie. Dlatego Arcybiskup nakazał te właśnie przestępstwa sądzić kościelnym trybunałem. Zakorzenione nałogi były tak przyjemne, grzech tak miły, nieświadomość taka wygodna, źli kapłani jacyś bardzo bliscy i bardziej do wszystkich podobni, dlatego Mediolańczycy wznieśli na ulicach dyskusje na temat Kardynała.  Karol uprzytomnił sobie wtedy ilu nieprzejednanych wrogów ma w swoim otoczeniu. Jednak zachowywał spokój i sumiennie wykonywał swoje obowiązki. Niczego i nikogo się nie lękał, mimo, że stosunki w Mediolanie były napięte, wielka część społeczeństwa wzburzona, a namiestnik wrogo usposobiony. Karol służył Bogu w najczystszej intencji. Modlił się, cierpiał i czynił pokutę oraz gotów był z pokorą podporządkować się decyzjom Papieża, do którego donoszono na niego. Kontynuował wizytacje w swojej diecezji. Nagromadził w swoim sercu skarby miłości i rozrzutnie je rozdzielał. To, co mu Bóg darował w ciszy modlitewnej, rozdawał pomiędzy zgłodniałe dusze. Z wielką cierpliwością i wyrozumiałością traktował biedne i zaniedbane parafie, gdzie ignorancja i ubóstwo ludu doprowadzały do nadużyć. Pouczał kapłanów i lud, rozgrzeszał skruszonych i wspierał ubogich.

Naucz nas, Panie, delikatnie dotykać miejsc obolałych, bez zadawania ran i sprowadzania gniewu. Niech nasze upominanie z miłością, prowadzi do wewnętrznej poprawy i pozytywnych skutków.

Karol.jpgDzień VII. Św. Karol strapionych pociesza.

Chrystus, odwiedzając w Betanii Marię i Martę po śmierci ich brata, a swego przyjaciela, Łazarza, czuł, że słowa niewielką mogą dać pociechę. Dlatego po paru zdaniach, widząc płacz sióstr, wzruszył się i płakał razem z nimi. Potem wskrzesił Łazarza. Pocieszenie, na jakie stać tylko Boga! Jezus sam również pragnął pocieszenia, gdy w Ogrodzie Oliwnym na modlitwie ujrzał w wizji swą mękę, chciał wówczas mieć przy sobie apostołów. Ich obecność i modlitwa były Mu pociechą.

Karol Boromeusz od najwcześniejszych lat odznaczał się wśród rówieśników powagą i dobrocią serca. Jako kapłan kochał i szanował ludzi, posiadał też wytrwałość i moc oddziaływania na innych. Zatroskanie o swój lud wyrażał poprzez duszpasterstwo, codzienną służbę, obecność połączoną z modlitwą – za wszystkich bez wyjątku.  Jego serce było gotowe na każde poświęcenie dla dobra dusz. Na wzór Chrystusa, przemierzał z wielkim trudem odległe miasta i wioski, głosząc prawdę o Królestwie Bożym, nawracając i pocieszając lud. Karol radował się prostotą i naturalną skłonnością do dobra swoich wiernych, a zwłaszcza radowały go nawrócenia i owoce duchowe. Tam, gdzie odkrywał zaniedbania, a zwłaszcza niegodziwości wobec rzeczy świętych i Eucharystii – płakał z bólu. Karol był przekonany, że ważną i istotną rzeczą dla właściwego sprawowania misji biskupa jest mieć dobrych współpracowników. Dlatego dbał o więzi z kapłanami dobrymi, udzielając im wsparcia, potrzebnych środków do życia i wypełniania posług. Troszczył się także o dyscyplinę całego kleru przez prośby, przekonania, polecenia, nakłaniania i upomnienia. Jedno skrzydło pałacu arcybiskupiego zarezerwował dla kapłanów, którzy przyjeżdżali do Mediolanu, by załatwić różne sprawy, tworząc w ten sposób dom dla kapłanów, gdzie nie brakowało wygód, ani też kierownictwa dla postępu duchowego.

Boże, Ojcze miłosierdzia i wszelkiej pociechy, naucz nas pocieszać smutnych i strapionych. Poprzez naszą czułość i troskę – bądź blisko każdego człowieka. Przebudź nas ze snu obojętności, otwórz nasze oczy na cierpienia bliźnich i uwolnij nas od niewrażliwości, będącej owocem dobrobytu i zamknięcia w sobie samych.

Karl.jpgDzień VIII. Święty Karol krzywdy cierpliwie znosi i urazy chętnie daruje.

            Przebaczenie tym, którzy nas obrazili czy skrzywdzili, jest najważniejszym spośród uczynków miłosierdzia co do duszy. Mówi o tym Ewangelia, która wielokrotnie podkreśla obowiązek wybaczania. Na krzyżu Jezus dał nam najbardziej doskonały i wzniosły przykład nauki wybaczania, którą głosił przez trzy lata publicznej działalności. Św. Jan Paweł II napisał „Przebaczenie świadczy o tym, że w świecie jest obecna miłość potężniejsza niż grzech”.

            Karol, wrażliwy na krzywdę ludzką, potrafił być stanowczym na zaniedbania ludzi Kościoła, podejmował odważne decyzje i zarządzenia, a nawet rzucał ekskomunikę, gdy wymagała tego ważność wykroczenia. Tam, gdzie brakowało dyscypliny i świadectwa ewangelicznego wymagał reform i odnowy. Dużo przecierpiał z powodu kapłanów, kleryków i zakonników pogrążonych w grzechach, jednakże był przekonany, że miłość Boga potrafi wyprowadzić jakieś dobro z każdego wydarzenia. Wykazywał niezmierną cierpliwość, wręcz nadnaturalną, wobec tych, którzy poprzez obraźliwe słowa lub gesty irytowali go lub znieważali. Gdy donoszono mu o niebezpieczeństwach – uśmiechał się i zachęcał, by zaufać Bożej Opatrzności. W przykrościach zachowywał tę samą twarz i to samo zachowanie, tak, że nie widziano w nim nigdy uczuć pochodzących ze wzburzenia natury.

Boże, pomóż nam usunąć zło i cierpienie, które można usunąć, i  daj  siłę do znoszenia tego, czego nie można usunąć. Ojcze, „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.

GuerrieriSCarloBorromeo.jpgDzień IX. Święty Karol modli się za żywych i umarłych.

Pismo Święte mówi wiele o modlitwie za żywych. Czasem jest to modlitwa za siebie samego, innym razem za kogoś innego. Dzieje Apostolskie opisują modlitwę wspólnoty chrześcijan za uwięzionego Piotra: „Strzeżono więc Piotra, a Kościół modlił się za niego nieustannie do Boga” (Dz. 12,5). Jedną z najbardziej znanych modlitw za zmarłych, w Starym Testamencie, znajdziemy w Drugiej Księdze Machabejskiej, gdy po bitwie z Idumejczykami Juda odkrywa grzech popełniony przez swoich poległych żołnierzy. Wychwala Pana, sprawiedliwego Sędziego, który rzeczy ukryte czyni jawnymi, a potem oddaje się modlitwie i błaganiu, aby popełniony grzech został całkowicie wymazany. Uczyniwszy zaś zbiórkę pomiędzy ludźmi, posłał do Jerozolimy około dwóch tysięcy srebrnych drachm, aby złożono ofiarę za grzech. (por. 2 Mch 12, 39-43). U Ojców Kościoła pierwszych wieków nie brak modlitw za zmarłych. Klasyczny ich przykład znajdujemy w życiu św. Augustyna i jego matki Moniki: „Tylko o jedno was proszę, żebyście – gdziekolwiek będziecie – wspominali mnie przed ołtarzem Pańskim”. Początkowo zbiorowe modlitwy za zmarłych chrześcijan odprawiano w poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego. Od XI wieku w całym Kościele przyjęto dzień 2 listopada jako dzień modlitw za wszystkich zmarłych.

Święty Karol, miłość do Boga wyrażał w gorliwej modlitwie i kontemplacji spraw Królestwa Bożego. Modlitwa była źródłem Jego działalności apostolskiej. W długich godzinach adoracji, często w nocy, przez łzy i refleksje wobec Ukrzyżowanego, w obliczu ludzkich tragedii, Karol wyrażał Bogu dramat grzechu człowieka i błagał o miłosierdzie. Modlitwa nigdy go nie męczyła, wręcz w niej odpoczywał. Trwał w nieustannej modlitwie, nie opuszczał nigdy myśli o Bożej Obecności i strzegł swoich uczuć. Jego modlitwy były wzniosłe, przepełnione pragnieniem Boga. Tak bardzo kochał Boga, że miał tylko jedno życzenie, stać się Mu podobnym do tego stopnia, w jakim tylko człowiek jest w stanie zbliżyć się do Niego.

Panie, dziękujemy za ten Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia, za Rok pełen błogosławieństw, łaskawości i darów. Boże Miłosierny, przez wstawiennictwo naszego Patrona, świętego Karola, polecamy Ci wszystkie uczynki miłosierdzia podejmowane przez Kościół, a szczególnie przez nasze Zgromadzenie. Niech posługa każdej Siostry Miłosierdzia staje się świadectwem Twojej obecności w świecie. Opiekuj się i wspieraj tych wszystkich, którym obiecałyśmy modlitwy i tych, za których powinnyśmy się modlić. Jezu, ufamy Tobie, prosząc o nowe powołania. Boże litościwy, polecamy Twemu miłosierdziu dusze zmarłych, które stoją przed Twoim Obliczem. Przyjmij ich „dobre uczynki, za które z radością składamy Tobie dziękczynienie, i oto błagamy Cię, abyś przebaczył im grzechy. Odpuść im winy, jeżeli jakiekolwiek popełnili. Nie idź z nimi na sąd. Niech nad sądem góruje miłosierdzie”. (z „Wyznań” św. Augustyna po śmierci św. Moniki).

Korzystano z pozycji:

Pismo Święte

Katechezy Papieża Franciszka,

Nauczanie św. Jana Pawła II,

„Uczynki Miłosierdzia”, Stanisław Klimaszewski,

„Wizja i służba”, S. Paulina Łuba,

„Moc i łagodność”, Dorthe Ulmer Stichel,

„Święty Karol Boromeusz”, Stanisław Romuald Rybicki.